wieś. chata z drewna. ściany wewnątrz ozdobione barankiem. w ramach obrazów okładki po bombonierkach. wędzona kiełbasa. sześcioro dzieci. czekolada na swetrze i astma. chory wujo, pijący wujo i ciocia. proste życie. ksiądz, kościół, nakarmić niemowlę, wydoić krowę, nazbierać chrustu do pieca.
chcę wyjść z aparatem na miasto. nowy jork. masa różnych ludzi. chce na nich popatrzeć przez obiektyw. chce być anonimowy i nieznany, kolorowy, niezauważony.
ja też tak chce. ale chyba wolałabym europe. chociaż w sumie może być wszystko co w żaden sposób nie przypomina naszego poczciwego slamscity.